Kiedy rozum zaśnie…

Stare zielarki ludowe, gdy chciały kogoś ukarać, sporządzały miksturę, która potrafiła obudzić demony. Albo raczej otwierała demonom wrota do snów, bo rozum zasypiał. Prawda w tym była taka, że gdy rozum przestaje działać, człowiekiem zaczynają rządzić emocje takie jak gniew i strach. Jedne z najbardziej pierwotnych, potrzebnych do przetrwania, a jednocześnie najczęściej długo tłumionych, które potrafią wybuchnąć nieoczekiwanie odbierając dosłownie rozum.

Pogoda za oknem była typowo jesienna, niebo zaciągnięte szarymi, ciężkimi chmurami płakało deszczem. Kobieta siedziała w fotelu niczym posąg, nieruchomo wpatrując się w ścianę. Szarość za oknem zlewała się z szarością jej myśli. Wiedziała, że ma już dość obecnego życia, które umykało jej na trwaniu w marazmie i pesymizmie. Nie wiedziała jednak jak może zmienić swoją sytuację. A może wiedziała, ale nie miała siły podjąć jakiegokolwiek działania. Tak, brakowało jej siły, aby wstać z tego fotela. Jej ciało wydawało się ciężkie jakby naprawdę było z marmuru. Wykonanie jakiegokolwiek ruchu wyczerpywało jej siły. Bezruch był dla niej wybawieniem, bo oszczędzała energię, której tak bardzo jej brakowało. Czasami w desperacji dopadała ją myśl, aby wessać się w kogoś i ukraść mu jego energię. Ale z drugiej strony wiedziała, że i tak na długo jej tej energii nie wystarczy.

Usłyszała, że powinna poszukać pomocy. Usłyszała, że są grupy wsparcia dla osób w takiej sytuacji jak ona. Nawet w Internecie szukała informacji, ale przerażała ją myśl, że będzie musiała gdzieś pójść i coś powiedzieć. Dla niej to był ogromny wysiłek i nie czuła się zdolna aż do takiego wydatkowania energii. A po drugie dla niej był to także ogromny strach i wstyd. Ma się publicznie przyznać do takiego problemu? Przecież ludzie ją oplotkują po całym osiedlu. Nie jest gotowa, aby znieść te wszystkie spojrzenia i pokątne szepty. Już zaczęła sobie wyobrażać jak musi przemykać cichcem ze spuszczoną głową po ulicy, już w głowie słyszała szepty za plecami i czuła jak wszyscy pokazują ją palcami. Panicznie bała się tego bała.

Paradoksalnie utknęła w martwym punkcie. Sytuacja, w jakiej trwała wyniszczała ją, odbierała jej radość z życia, doprowadzała do depresji, życia w lęku i poczuciu bezradności, odbierała energię do działania. Zmiana tej sytuacji pozwoliłaby jej podnieść jakość życia i odnaleźć nadzieję, ale sama myśl o podjęciu jakiegoś kroku wywoływała u niej niemoc. Nie wiedziała, co zrobić, więc nie robiła nic.

Deszcz za oknem znowu zaczął zacinać po szybie, gdy usłyszała dzwonek do drzwi. Niechętnie spojrzała w tamtą stronę i postanowiła go zignorować. Jednak dzwonek zadźwięczał ponownie. Z wielkim oporem wstała i podeszła do drzwi, z drugiej strony stała jej przyjaciółka. Z troską popatrzyła się na nią i powiedziała:

– Czyli nadal nie podjęłaś decyzji?

– Nie… – powiedziała cicho – to znaczy ja chciałabym, ale nie mam siły – oczy zaszły jej łzami – ja się wstydzę…. Ja nie mogę… –  rozpłakała się.
Przyjaciółka przytuliła ją i pogłaskała po ramieniu. Cichym i spokojnym głosem powiedziała:

– Nie musisz się wstydzić. Tam nikt cię nie będzie oceniał, nie będzie krytykował i pokazywał palcem. Tam obowiązuje anonimowość. Wiem, że ci trudno, ale musisz podjąć działanie. Siedząc w domu nie robisz nic, stoisz w miejscu, tracisz energię na trwanie, zamiast żyć. Tylko ty możesz sobie pomóc, ale musisz wykonać ten najważniejszy krok. Wiem, że się obawiasz, wręcz lęk Cię paraliżuje. Wiem, jak trudno ci pokonać ten strach. Ale musisz to zrobić… Nie musisz nic o sobie mówić, wystarczy, że posłuchasz. Zobaczysz, że nie jesteś sama. Zobaczysz, że są ludzie, którzy rozumieją, ludzie, którzy potrafią przywrócić Ci nadzieję, dodają Ci otuchy i energii. Zawsze pali się światełko nadziei.

– Skąd to wszystko wiesz? – Spojrzała się na przyjaciółkę z ogromnym zdziwieniem, bo to, co usłyszała było jej dziwnie bliskie i ciepłe, dodało jej otuchy, której tak bardzo potrzebowała. Ten sam głos przyjaciółki mówił dalej cicho, ale brzmiał mocno w jej uszach.

– Ponieważ kiedyś byłam w takim stanie jak ty. Stałam na krawędzi, miałam ochotę umrzeć, ale nawet na to, żeby się zabić brakowało mi siły. Mam taki sam problem w domu jak ty. I znalazłam pomoc. Nie było mi łatwo, długo trwało zanim odnalazłam swoją drogę i odzyskałam samą siebie. I też się bałam.

– Ty? – Spojrzała z niedowierzaniem – jak to? Przecież ty masz normalną rodzinę i normalne życie! Jesteś taka pogodna, pełna nadziei i radości.

– No jestem, więc co? Chcesz sobie pomóc? – Wyciągnęła dłoń – zapraszam Cię na mityng.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *