W gąszczu

 Życie to prawdziwa dżungla, a urząd to istne bagno… powiedział pewien polski aktor, grający rolę wójta w kultowym serialu. Można by powiedzieć, że wobec tego nie warto się starać, ale ja zawsze marzyłam o wycieczce do dżungli.

Las był wyjątkowy o tej porze roku. Zazwyczaj latem było gorąco i sucho, co owocowało licznymi zakazami wstępu do lasu. Jednak tego lata pomiędzy wschodem a zachodem słońca, padało prawie każdego dnia. Las nie zamierał w walce o przetrwanie, las żył pełnią swojego życia. Drzewa wysokie i zielone dawały przyjemny cień, trawy, krzewy i paprocie wybuchły wręcz orgią zieleni, brązu i bogactwem kolorowych leśnych kwiatków. Widok był wręcz wspaniały na lato i zachęcał do wszelkich form wakacyjnej aktywności. Leśną drogą szła dziewczyna z butelką wody w plecaku. Szła krokiem energicznym, ale ciekawie obserwowała przyrodę. A może to było tylko wrażenie. Może w jej głowie krążyły myśli niczym chmary owadów? Może te myśli dotyczyły zmian, jakie dzieją się w jej życiu?

Przeszła już bardzo wiele. Wiele kilometrów drogi i wiele życiowych zakrętów. Dokonała w swoim życiu wielu ogromnych zmian i całego mnóstwa drobnych korekt. Nie było to dla niej łatwe. Musiała zmienić swoje nastawienie do życia, musiała spojrzeć na siebie z zupełnie innej perspektywy. Las ją chronił i jej w tym pomagał. Pomagał jej przeżywać emocje, które po wielu latach odkrywała i dawał jej energię, aby mogła naładować swoje życiowe akumulatory. Leśną drogę, którą teraz szła, przebywała wielokrotnie. Zimą, wiosną, latem i jesienią. Szła tą drogą z uśmiechem na twarzy i pogodą ducha w sercu, gdy osiągała kolejne małe zwycięstwo i nie przeszkadzał jej ani wiatr, ani deszcz, ani chłód. Szła nią nieraz z cierpieniem i smutkiem, gdy trafiała na kolejną przeszkodę, którą los jej rzucił pod nogi, a wtedy nawet słońce wydawało się wyblakłe. Szła leśnymi ścieżkami z chaosem w głowie; kłębowiskiem natarczywych myśli i pomysłów, kiedy szukała odpowiedzi na dręczące ją pytanie, a wtedy nawet drobne  kępy traw i wystające korzenie, wydawały jej się zasiekami, postawionymi przez naturę. Szła zielonym duktem ze złością, kiedy ręce jej się zaciskały w bezsilności, gdy kopała leżące po drodze kamienie i krzyczała na porośnięte mchem stare drzewa, aby opanować narastającą furię. Szła piaszczystą ścieżką z płaczem, kiedy ciężar życia wydawał jej się ogromny, gdy dopadało ją zniechęcenie i marazm, a wtedy nawet w maju las wydawał jej się smutny niczym w listopadzie i płakał razem z nią. Szła leśnym szlakiem z niepewnością, kiedy nie wiedziała dokąd zmierza, nie wiedziała czy postępuje słusznie i czy wybór, którego dokonała jest dobry dla niej, czy raczej jest dobry dla innych, a wówczas za każdym drzewem czy skupiskiem krzaków widziała jakieś cienie czy postaci. Szła drogą z lękiem, kiedy przerażały ją konsekwencje jej własnych decyzji, kiedy z niepokojem reagowała na każdy powiew wiatru liści, czy skrzypienie zmurszałych pni.

Przez cały czas nie zmieniło się jedno. Szła. Odkąd zrobiła najważniejszy krok w swoim życiu i pierwszy raz wyruszyła w drogę, zawsze szła. Bo wiedziała, że aby spełnić swoje marzenia, aby osiągać wyznaczone cele, aby się rozwijać, aby czuć się szczęśliwa, aby znajdować szczęście w życiu, aby móc kochać i być kochaną nie wolno jej się zatrzymać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *