Chce się żyć

Mówią, że maj jest miesiącem zakochanych. Ale właściwie czemu maj? Dla pełnych romantyzmu spacerów brzegiem morza bardziej sprzyjające są raczej letnie miesiące, kiedy dni są długie, a temperatura powietrza rozgrzewa też temperaturę uczuć. Najbardziej kolorowy jest chyba chyba kwiecień, bo wtedy kwitnie większość wczesnowiosennych kwiatów. A czemu maj?

Dziewczyna szła parkową alejką, wdychała powietrze przepełnione zapachem liliowych bzów i białych magnolii, które pobudzały zapachem, jednocześnie słodkim i odświeżającym. Gdzieś wcześniej minęła kalinę pełną pachnących kul i kilka dzikich czeremch, które chociaż wydawały się potargane wiatrem i jakby nie na miejscu przy dostojnym jaśminie, ale cudownie pachnące. To był bardzo słodki zapach, ale dodający energii, rozluźniający nerwy i napięcie mięśniowe. Coś w powietrzu dodawało radości życiu i wywoływało uśmiech na jej twarzy. Bardzo głęboko wciągnęła powietrze, tak, jakby to był pierwszy oddech w jej życiu. Drzewa i krzewy były pełne zielonych liści, tak soczystych w swej barwie, jak tylko mogą być po gwałtownym, majowym deszczu. Kasztanowce przypomniały jej czasy, kiedy zdawała maturę… czas, kiedy wiedziała, że może zdobyć cały świat. Czas, kiedy jej głowa była pełna marzeń, kiedy chciało jej się zdobywać szczyty, a wręcz przenosić góry. I teraz po latach znowu poczuła w sobie tą moc. Uśmiechnęła się do staruszki, która szła z naprzeciwka z pieskiem. Piesek z radością pomachał ogonem na jej widok, a jego właścicielka odwzajemniła uśmiech. To było takie naturalne uczucie, energetyczne i pełne życzliwości.  Nie jakiś grymas na twarzy, tylko pełny ciepła uśmiech.

Park, przez który przechodziła wielokrotnie, wydał jej się zupełnie innym miejscem. Nieznanym i pełnym tajemnic jak dawny zamek, pełen sekretnych przejść między bluszczami, żywopłotami i dzikim winem . Pięknym i romantycznym jak altanka w pałacowym ogrodzie, gdzie zakochani uciekali z balu przed czujnym wzrokiem matron, aby skraść całusa. Ławka, stojąca pod wierzbą płaczącą i szemrzący z boku strumyk skusiły dziewczynę. Usiadła, zamknęła oczy i po prostu zaczęła marzyć. Nie o czymś konkretnym, zwyczajnie dała się zaczarować naturze. Nie wiadomo kiedy pojawił jej przed oczyma wspaniały sad dziadka, w którym jako dziecko zrywała brzoskwinie, soczyste i pachnące latem, pole truskawek, które zrywała prosto z krzaków, bo uśmiechały się do niej niczym promienie słońca. Zobaczyła wreszcie łąkę, po której kulała się nie zważając na pokrzywy. Ujrzała świeżo skoszoną trawę, którą zamiast grabić na pryzmę, rozrzucała obok, bo chciała trafić w rumianego blondynka, który mieszkał w sąsiedztwie. Tomek. Miała do niego słabość od zawsze, ale wstydziła się mu się powiedzieć. Starannie dbała o to, żeby ich wzajemne relacje nigdy nie wyszły poza przyjaźń. Chociaż był taki moment, kiedy kończyli podstawówkę i dała mu się zaprosić na bal. Bawiła się wtedy cudownie, ale kiedy na koniec próbował ją pocałować, wyrwała się niczym Kopciuszek księciu, ponieważ wybiła północ. Próbował ją przeprosić, porozmawiać, chyba powiedzieć jej co czuje, ale kiedy tylko zostawali sami, zmieniała temat, albo uciekała. Po wakacjach pojechał do technikum z internatem i straciła go z oczu. Westchnęła: i przez głupie poczucie, że nie jestem dla niego dość dobra, straciłam faceta swojego życia. Dziadkowy sad gdzieś uleciał i otwarła oczy.

Obok siedział chłopak i uśmiechał się zawadiacko. Był prawdopodobnie w jej wieku, ale miał piegowatą twarz, na którą opadała słomiana czupryna, co sprawiało, że wydawał się młodszy. Jednak garnitur i aktówka nie pozostawiały złudzenia, że przygląda jej się trzydziestolatek, pracujący zapewne w jednym z okolicznych wieżowców. Jednak najbardziej roześmiane miał oczy, te kurze łapki wokół i szarobłękitne spojrzenie sprawiły, że jej wspomnienie nagle się urzeczywistniło, niczym grom z jasnego nieba. Spłoszyła się i z przepraszającym uśmiechem postanowiła zrobić co co wtedy: uciec.  I wtedy poczuła, jak złapał ją za rękę, a w uszach zabrzmiał jego głos: Czas przestać uciekać, nie sądzisz? Pół życia zastanawiałem się dlaczego? A skoro los dał nam drugą szansę, to trzeba ją wykorzystać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *