Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę…

Taaak…. Pomyślałam sobie, twórcy ludowych przysłów byli na pewno romantykami. Zapewne większymi romantykami niż moja babcia, która mawiała: chcesz zbierać pomidory, to siej pomidory. Ale jakby nie patrzeć, wniosek z tego jest taki, że co co posiejesz, to będziesz zbierać. Z nasion pomidorów nie wyrośnie marchewka, a z sadzonek kapusty nie nazbieram buraków. I chociaż etap ogrodnictwa dawno zostawiłam za sobą, a moja babcia nie żyje od kilkudziesięciu lat, to jej metafory wracają. I trudno się z nimi nie zgodzić.

Smutna dziewczyna nie potrafiła być szczęśliwa. Zawsze starała się postępować dobrze. Starała się być miła i uprzejma. Starała się pomagać w miarę swoich możliwości. Mówiła „dzień dobry” i „dziękuję”, była życzliwa dla osób starszych, pomagała w potrzebie, ale… nie była szczęśliwa, życie ją dobijało, wydawało się jej bezsensowne.  Niewiele było chwil, kiedy była z niego zadowolona. Coraz częściej nie chciało jej się wstawać o poranku. Człowiek, obok którego się budziła, wydawał jej się każdego dnia coraz bardziej obcy, chociaż powtarzała sobie, że przecież się kochają. Osoba, która spoglądała na nią z lustra była coraz bardziej bezbarwna, bezkształtna i beznadziejna. Nie lubiła na nią patrzeć. Ubrania, które nosiła były dla niej jak kostiumy w teatrze, którymi już się serdecznie znudziła. Widok z okna jej przytulnego kiedyś mieszkania robił się coraz bardziej szary i nijaki.  A tak była kiedyś z niego zadowolona, bo mimo, że mieszkała w blokowisku, z jej okien widać było piękny krajobraz. Do pracy chodziła tylko po to, żeby zarobiona czynsz, nie lubiła jej. Nic już nie cieszyło. Nic nie dawało satysfakcji. Niczego nie chciało jej się robić. Nawet wychodzić z domu na spacer. Dlaczego tak się dzieje pytała siebie? Co robię nie tak? Pytała siebie wielokrotnie nie umiejąc znaleźć odpowiedzi.

Aż pewnego dnia maż przyniósł jej piękny bukiet kwiatów i małe pudełeczko. Popatrzyła się na niego ze zdziwieniem usiłując sobie przypomnieć czy właśnie zapomniała o jakiejś rocznicy… Jednak lubiła dostawać kwiaty, a mały pakunek też pociągał ją tajemnicą. Przełamał nudę. Przez jedną chwilę poczuła się podekscytowana i z entuzjazmem rozpakowała. Odnalazła tam złoty wisiorek z sercem na którym był wygrawerowany napis: Uśmiechnij się… Zdziwienie osiągnęło apogeum, potem pojawił się gniew, rozczarowanie i niezrozumienie. Jednak mąż cierpliwie przeczekał jej emocje i ciepłym głosem powiedział: To jest odpowiedź na twoje pytanie, noś go, a zobaczysz co się stanie…

Założyła ten wisiorek i nigdy go nie zdejmowała. I nie była już smutną dziewczyną, ponieważ zaczęła rozsiewać wokół siebie uśmiech i radość życia. Nawet gdy miała kiepski dzień, ludzie patrząc się na nią uśmiechali się i wywoływali jej uśmiech. To, co najpierw traktowała jako grymas twarzy zaczęło wchodzić jej w nawyk i rozlewało w jej ciele przyjemne ciepło. Świat wokół zaczął odzyskiwać barwy, a jej życie stało się znowu pełne wartości, o których marzyła skrycie. Bo szczęście jest jednym z tych darów losu, którym trzeba się dzielić, aby go przybywało.
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *